Zielony słoń.
Uciekałam. Znowu. Z jakąś dziewczyną- mechanikiem. Biegałyśmy po parkingu przy Carrefourze i kradłyśmy samochody "potwory" (wiecie, te z wielkimi kołami), ponieważ chciałyśmy uciec od księdza. Nie byle jakiego księdza.Kiedyś namawiał mnie on na pielgrzymkę i wszędzie za mną łaził. Nawet z rodzicami rozmawiał. A kiedy w końcu definitywnie odmówiłam, to miał taką minę, że aż mi się smutno zrobiło. Tymczasem każde auto, rozwalało się po paru minutach jazdy. W końcu zrezygnowałyśmy. Pobiegłyśmy na tętniącą życiem, zieloną łąkę. Kiedy zbiegałam z górki, zobaczyłam małą roślinkę koło stawu. Obok siedział szary króliczek.Jednak nie zwróciłam na to uwagi i pobiegłam dalej. Nagle dogonił mnie duchowny.Uśmiechał się i wcale nie mówił nic nieprzyjemnego. Wtedy pomyślałam, że może tamten szarak chciał się napić, ale nie sięgał do stawu. Kiedy wróciłam by mu pomóc- zniknął. Natomiast na liściu rośliny stał mały, zielony słoń. Podałam mu kroplę wody i obudziłam się.
dziennik-snow 18/11/2009 20:34:59 [
komentarzy 4]
Komentuj
Hulk
Błądziłam gdzieś po puszczy rodem z "tarzana". Wokół panowała cisza. Bardzo się bałam. Czułam się samotna. Nagle patrzę, a przy stawie klęczy Brus Banner. Rozpaczał nad swoją mutacją i nad tym, że już nigdy nie zobaczy swojej ukochanej. Przytuliłam go i pocieszyłam.Mówiłam "nie możesz być taką beksą! Na pewno wszystko się ułoży". Biedny Hulk. Ale on mi podziękował, zmienił się w zielonego potwora i skoczył w niebo, jak to zwykł robić w kreskówkach. BIedny Hulk...
dziennik-snow 18/11/2009 20:26:14 [
komentarzy 0]
Komentuj