nieciekawe testy gimnazjalne?
EDIT: zaznaczam że testy gimnazjalne mam już za sobą xDD
Biegłam na salę (dlaczego ja zawsze gdzieś biegam?) żeby zdążyć na egzamin matematyczno- przyrodniczy. Przeszłam jakimś bocznym przejściem, którego przedtem nigdy nie znałam- o dziwo było otwarte. Tam spotkałam Rajeską- moją wychowawczynię. Razem ukucnęłyśmy przy jakiejś ławeczce. Zatrzymała mnie zanim zdążyłam zająć swoje miejsce. Test się rozpoczął, a ta kobieta- podniecona na całego- zwinęła jakiejś uczennicy arkusz z zadaniami. Chciała mi je pokazać, zanim wkradnę się na tyły. Kiedy zobaczyłam pytania- głównie z geografii- przerażona, zaczęłam szukać w książkach (pojawiły się ni stad ni zowąd) odpowiedzi. Jedyne co zapamiętałam to podpisać ilustracje z fazami księżyca. Odpowiedzią do jednego z nich była... jura. Strasznie zdziwił mnie owy fakt, ponieważ jak wiadomo, jura była okresem czasu kiedy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury. Czy jakoś tak. Nie ważne. Wracając do tematu- zanim nauczyłam się wzzystkich zadań- egzamin został zakończony. Wychowawczyni która przedtem nie chciała mnie puścić, teraz miała do mnie wyrzuty.
No dobra.
Okazało się, że niektóre osoby będą zaliczały humana za kilkanaście minut (normalnie każdy egzamin piszemy innego dnia)- oczywiście należałam do tej uprzywilejowanej grupki. Kiedy stanęłam naprzeciwko nauczyciela, aby odebrać swój arkusz, obok mnie pojawił się przystojny szatyn o kręconych włosach (to chyba już jakiś mój fetysz). Rozmawialiśmy o czymś... a tak. Zagaił do mnie. Mówił że ten test najwyraźniej będzie o gwiazdach. Nie zrozumiałam o co mu chodziło. Wówczas on uświadomił mnie, że teksty w arkuszu są głównie wycinkami z brukowców, a chodziło mu o aktorów- gwiazdy filmowe.
Gdy się obudziłam zastanawiałam się jeszcze jak powiedzieć mamie, że nie zaliczyłam egzaminu z matmy, czyli czeka mnie termin w czerwcu.
dziennik-snow 20/08/2009 12:00:54 [
komentarzy 11]
Komentuj
czarodziejką z księżyca być
Ktoś mnie ścigał! Chyba moi przyjaciele? Jacyś ludzie. Biegłam po krawężniku wzdłuż ulicy, aż zatrzymałam się przy pasach. Czekałam na zmianę świateł. Kiedy wreszcie mogłam iść, zauważyłam przed przejściem Jacka Sparrowa na moto- rowerze z mini przyczepką. Nie zdążył przejechać na zielonym. Przechodząc obok pirata wytknęłam mu język. Cholera wie dlaczego. Następnie skierowałam się do centrum handlowego obok Carrefoura. Kiedy weszłam do budynku, zastałam tylko szary hol- liczył ok. 15x10m. Pod pustymi ścianami znajdowało się tylko kilka małych ławeczek oraz automat kształtem i mechaniką przypominający te od napojów. W tym momencie do pomieszczenia wpadli moi przyjaciele: Sailorki (nieobeznanych odsyłam do starego anime przeznaczonego dzieciom „Sailor Moon”) razem z facecikiem w ciemnym garniturze. Wówczas zorientowałam się, że też jestem jakąś taką czarodziejką. Nagle zaatakował nas nasz wielki wróg. Zapomniałam czy to był facet czy może kobieta, ale miało to krótkie (granatowe… albo fioletowe) włosy postawione na żel. Jednak nie mogłyśmy pokonać tej istoty, ponieważ z jakichś przyczyn straciłyśmy „zbroje” (Bóg jeden wie co to, ale tak się nazywało), bez których nasza przemiana była niemożliwa. Wtedy przypomniałam sobie, jak ktoś mi kiedyś powiedział iż z automatu od napojów, wydostaniemy „zbroje”! Tylko musimy uwierzyć! Opowiedziałam przyjaciółkom o maszynie, jednak one mnie wyśmiały. Trzeba było coś zrobić, bo przegrywałyśmy walkę! Podbiegłam do urządzenia i wylosowałam z niego dziesiątki malutkich, czerwonych serduszek- pamiątek. Dziewczyny zdziwione obserwowały: w moich rękach owe serduszka, rzucane we wrogą istotę działały niczym mikro bomby. Dopiero wówczas razem ze mną zaczęły główkować nad tym, w jaki sposób wydostać nasze „zbroje”. Jednak ja dalej walczyłam z przyciskiem automatu, toteż udało mi się wyjąć z niego wielki klucz przewiązany wstążką. Jego końcówka wyglądała jak kawałek przezroczystego ramiączka od stanika zakończonego metalowym chwytnikiem. Dobra… bardzo dziwne. Jednak nie zwracając uwagi na osobliwość sytuacji, otworzyłam kluczem pokrywę maszyny, pod którą czaił się kolejny mechanizm. Zostawiłam dziewczyny, aby go rozpracowały. Sama pobiegłam walczyć z naszym wrogiem, aby zyskać na czasie. Najpierw przywaliłam mu w szczękę tak, że się przewrócił do tyłu. Później chwyciłam go za włosy, uderzając jego twarzą o podłogę. Kiedy się odwrócił, znów chciałam przygrzmocić mu w buźkę prawym sierpowym. Niestety- chybiłam (sic!), a on chwycił mnie za ramię. Tymczasem Sailorkom udało się odzyskać „zbroje”, dzięki czemu przemieniłam się w czarodziejkę z księżyca, unikając niechybnej śmierci.
Koniec.
______________________________________________
To był CHORY sen O__o Może związany ze stresem? Już za 2 tygodnie początek roku w nowej szkole... :|
dziennik-snow 19/08/2009 22:09:32 [
komentarzy 3]
Komentuj